Tuesday, September 4, 2001

Devics – My Beautiful Sinking Ship


Melancholijne, anielskie ballady we wręcz filmowych aranżacjach. Devics pochodzą z Los Angeles, My Beautiful Sinking Ship to ich trzecie duże wydawnictwo – pierwsze, które dzięki wytwórni Bella Union dostępne jest szerzej poza zachodnim wybrzeżem Stanów Zjednoczonych. Ten album to prawdziwa perełka – tajemniczy głos Sary Lov, porcelanowe dźwięki fortepianu i nastrojowy akordeon wyczarowują klimat dziwnego, sennego soundtracku – trochę przypomina to dokonania duetu Goldfrapp, trochę niesamowitą hybrydę Billie Holiday, Portishead i Toma Waitsa (zwłaszcza w Living Behind The Sun). Naprawdę piękna płyta.

Monday, September 3, 2001

Kristin Hersh – Sunny Border Blue


Kristin Hersh – Sunny Border Blue

Niektórzy nie nagrywają płyt z miłości do muzyki, lub żądzy pieniądza – nagrywają je, bo po prostu muszą, działalność artystyczna stanowi dla nich rodzaj psychoterapii, prywatnego egzorcyzmu. Tak z pewnością jest z Kristin Hersh. Jej solowe płyty (a Sunny Border Blue to już czwarty album stworzony poza szeregami macierzystego zespołu Throwing Muses) to kolejne rozdziały osobistego dziennika, niekończąca się relacja z targanego rozterkami wewnętrznego świata, kronika walki z depresjami i utrudniającą codzienne życie chorobą psychiczną. Hersh, tak jak na poprzednich płytach, wyśpiewuje syrenim głosem poruszające teksty (takie jak choćby traktujący o zdradzie Spain). Muzycznie nowy album jest znacznie bardziej zróżnicowany niż chociażby akustyczne Hips And Makers z 1994 roku, pojawiają się elektryczne instrumenty, momentami kompozycje utrzymane są w klimacie nagrań Throwing Muses. W sumie Hersh nie zawodzi. Sunny Border Blue to kolejna płyta, która co prawda wymaga od słuchacza pewnego skupienia i wysiłku, lecz z pewnością wysiłek ów zostanie sowicie wynagrodzony.

Tuesday, July 31, 2001

Sam Philips – Fan Dance


Po przebogatych brzmieniowo, zrealizowanych z rozmachem albumach Martinis And Bikinis i Omnipop, Sam Philips (naprawdę ma na imię Leslie, wprowadzający w błąd męski przydomek zyskała w dzieciństwie) powraca surowo zaaranżowaną, piękną płytą. Na Fan Dance królują akustyczne gitary (na jednej z nich gra Marc Ribot –awangardowy instrumentalista znany z The Lounge Lizards i współpracy z Elvisem Costello i Tomem Waits’em), mesmeryzujący słuchacza głos Philips, oraz poruszające, bardzo osobiste teksty utworów. Jest tu coś z Waitsa (The Fan Dance), Beatles’ów (Edge Of The World), płyta obezwładnia swą melodyka (Five Colors), spokojem i melancholią. Kolejny, świetny album nagrany przez Philips przy wydatnej pomocy T Bone Burnetta, znakomitego producenta, w życiu prywatnym męża artystki.

Wednesday, June 6, 2001

Radiohead – Amnesiac


Według Thoma Yorke muzyka zawarta na Kid A była jak oglądanie ognia z dużej odległości, zaś Amnesiac zawiera dźwięki przy których słuchaniu ma się wrażenie przebywania pośród płomieni... Amnesiac to album nagrany w większości w czasie tej samej sesji co znakomity, zeszłoroczny Kid A. Pośród fanów grupy krążyła plotka, że na nowej płycie Radiohead ma zamiar umieścić bardziej rockowe utwory, które nie pasowały do konwencji poprzedniego krążka. Nic bardziej mylnego. Amnesiac jest kontynuacją Kid A, kolejnym rozdziałem podróży do krainy w której elementy rocka, jazzu (w Life In A Glasshouse zespół wspomaga znakomity jazzowy trębacz Humprey Lyttleton) i progresywnej elektroniki splatają się w nowatorską, oszałamiającą słuchacza całość. Ta płyta zbudowana jest na skrajnościach. Mroczna i posępna, a paradoksalnie w jakiś sposób niosąca nadzieję. Pełna poszarpanych, niepokojących elektronicznych dźwięków (Pulk/Pull Revolving Doors, Like Spinning Plates), zarazem wypełniona przepięknymi, melancholijnymi melodiami (Pact Like Sardines In A Crushd Tin Box, Pyramid Song, Knives Out) Zimna i techniczna, a jednak zawierająca momentami potężną dawkę gorących, rockowych wibracji (I Might Be Wrong). Kolejna wielka płyta wielkiego zespołu.

Tuesday, May 29, 2001

Air – 10 000 Hz Legend


Na okładce panowie Nicolas Godin i Jean-Benoit Dunckel wyglądają przez okno futurystycznej budowli. Przed nimi rozpościera się, zapierający swą potęgą dech w piersiach, pustynny krajobraz. Muzyka z 10 000 Hz Legend jest z jednej strony równie "techniczna" i dziwaczna co konstrukcja, w której zamknięty jest na obrazku duet Air, z drugiej zaś na podobieństwo pustynnych bezdroży pełna przestrzeni, światła i powietrza. Godin i Dunckel tworzą dźwięki, które ciężko jednoznacznie zakwalifikować - to już nie jest estetyka easy listening, przywołana na pierwszym, znakomitym albumie grupy Moon Safari. Widać tu wyraźną inspirację elektroniką rodem z lat siedemdziesiątych, podniosłym rockiem ala Pink Floyd, lecz zarazem stać Air na dużą dawkę ironii (Electronic Performers). Ciekawa i mimo gościnnego udziału Becka wciąż bardzo francuska płyta.

Sunday, February 20, 2000

Jon Hendricks – Salud! Joao Gilberto (1963)


„Słuchanie Gilberto było jedną z najważniejszych muzycznych lekcji mojego życia...” – napisał znakomity amerykański jazzowy wokalista Jon Hendricks na tylniej okładce pierwszego wydania tej płyty. Hendricks, który muzyką zajął się dosyć późno (był już wtedy dobrze po trzydziestce), szybko zasłynął jako pełen inwencji wykonawca, świetny eksperymentujący improwizator. Współtworzona przez niego grupa Lambert, Hendricks and Ross to jeden z najważniejszych składów wokalnych w historii jazzu, przez późniejszy zespół artysty – The Hendricks Family przewinął się między innymi Bobby McFerrin. Wydane pierwotnie w 1963 roku Salud! Joao Gilberto dokumentuje fascynację Hendricksa bossa novą. Amerykański wokalista, wyjątkowo wyczulony na rytm i melodię języka, sam napisał angielskie teksty doskonale wpasowujące się w leniwy i romantyczny klimat bossa novy. Ten nastrojowy zbiór słonecznych piosenek, zaśpiewanych aksamitnym głosem Hendricksa jest bez wątpienia jednym z klasyków gatunku.

Bo Hansson – The Lord Of The Rings (1972)


Firma EMI zdecydowała się wznowić jeden z najciekawszych albumów inspirowanych Władcą Pierścieni. The Lord Of The Rings szwedzkiego pianisty Bo Hanssona (mającego na swym koncie między innymi współpracę z Jimi Hendrixem) wypełniony jest muzyką instrumentalną, przypominającą swym subtelnym pięknem dokonania King Crimson z czasów In The Wake Of Poseidon. Rozlewające się dźwiękowe plany i senne, księżycowe melodie, z rzadka jedynie nabierające ciemniejszej barwy dzięki ostrym dźwiękom gitary (tak jak np. w The Black Riders & Flight To The Ford) mocno działały na wyobraźnię słuchaczy, czyniąc z pierwszego solowego krążka Hanssona prawdziwy hit rocka progresywnego początku lat siedemdziesiątych. Ta płyta (co nie jest takie oczywiste dla albumów z lat siedemdziesiątych) prawie wcale się nie zestarzała – nadal jest to kawał genialnej, poruszającej muzyki.