
Moby - jest postacią wielce oryginalną - weganin walczący o prawa zwierząt, niegdysiejszy marksista mający wśród przodków Hermana Melville - jednego z najsłynniejszych amerykańskich pisarzy, autora Moby Dicka (stąd zresztą pochodzi pseudonim artysty), ortodoksyjny katolik niezbyt pasujący do mocno hedonistycznego, klubowego świadka, muzyczny dziwak grzebiący w starych nagraniach, a zarazem dzięki sukcesowi albumu Play gwiazda światowego formatu. Nowa płyta nowojorczyka, lakonicznie zatytułowana 18 jest równie intrygująca co jej autor. Moby 2002 to chłodne, ambientowe przestrzenie, filmowe orkiestracje, melancholia i szczypta gospel. Moby śpiewa sam (zimno falowy We Are All Made Of Stars może się stać dużym przebojem), zaprosił również gości, by wspomnieć choćby o pojawiającej się w Harbour Sinead O'Connor. Bardzo nastrojowa, najlepiej sprawdzająca się po kilkakrotnym przesłuchaniu płyta.






