Tuesday, May 14, 2002

Moby – 18


Moby - jest postacią wielce oryginalną - weganin walczący o prawa zwierząt, niegdysiejszy marksista mający wśród przodków Hermana Melville - jednego z najsłynniejszych amerykańskich pisarzy, autora Moby Dicka (stąd zresztą pochodzi pseudonim artysty), ortodoksyjny katolik niezbyt pasujący do mocno hedonistycznego, klubowego świadka, muzyczny dziwak grzebiący w starych nagraniach, a zarazem dzięki sukcesowi albumu Play gwiazda światowego formatu. Nowa płyta nowojorczyka, lakonicznie zatytułowana 18 jest równie intrygująca co jej autor. Moby 2002 to chłodne, ambientowe przestrzenie, filmowe orkiestracje, melancholia i szczypta gospel. Moby śpiewa sam (zimno falowy We Are All Made Of Stars może się stać dużym przebojem), zaprosił również gości, by wspomnieć choćby o pojawiającej się w Harbour Sinead O'Connor. Bardzo nastrojowa, najlepiej sprawdzająca się po kilkakrotnym przesłuchaniu płyta.

Tuesday, May 7, 2002

Tom Waits – Blood Money


Od początku lat osiemdziesiątych, a konkretnie od czasów pracy nad soundtrackiem do „One From The Heart”, Tom Waits począł przekształcać się z folk – jazzowego piewcy zadymionych spelunek, złamanych serc i podejrzanych życiorysów w artystycznego eksperymentatora jako swego medium używającego również kina i teatru. Zaowocowało to prócz plejady świetnych ról kinowych u Jarmusha, Hectora Babenco i Coppoli, współpracą z awangardowym reżyserem teatralnym Robertem Wilsonem i napisaną wraz z żoną, scenarzystką Kathleen Brennan sztuką „Frank’s Wild Years”. Wspólną teatralną przygodę państwa Waits i Wilsona dokumentował jak dotąd jedynie wydany w 1993 roku album „Black Raider”, zawierający muzykę do przedstawienia opartego na tekstach Williama Burroughsa. Tym większa radość dla fanów Waitsa, artysta przygotował dla nich prawdziwy rarytas, dwie premierowe płyty z utworami, które w latach dziewięćdziesiątych rozbrzmiewały ze scen europejskich teatrów. Pierwsza z nich „Blood Money” zawiera trzynaście kompozycji nawiązujących do „Woyzecka” Georga Buchnera. Rozedrgane, śmietnikowe marsze z Waitsem śpiewającym głosem oszalałego Louisa Armstronga przeplatają się tu z rzewnymi, lekko perwersyjnymi balladami takim jak „Coney Island Baby”. „Blood Money” to Waits w najwyższej formie, gdzieś po środku drogi między swym ekscentrycznym knajpianym jazzem z lat siedemdziesiątych a eksperymentami z czasów „Swordfishtrombones”.