Sunday, March 4, 2007

Pudelsi - Zen (Warner, 2007)


Pudelsi Anno Domini 2007 przypominają pacjenta po ciężkiej zapaści. Blady jest, ledwo na nogach stoi, ale jest niejaka szansa, że przeżyje. Ze starego składu grupy został Franz Dreadhunter i oczywiście Andrzej "Pudel" Bieniasz. Wspierają ich muzycy z nowego zaciągu, z wokalistą Szymonem Goldbergiem na czele. Zen to pierwsza płyta Pudli po rozstaniu z Maleńczukiem. Po Wolności słowa na której z psychopopu pozostał wątpliwej jakości pop i spora dawka autoplagiatu mogło być już tylko lepiej - i lepiej jest. Ale niewiele lepiej. Tak naprawdę z materiału zawartego na płycie dałoby się wykroić zgrabny maksisingiel. Na stronie "A" znalazłyby się otwierające Zen Bliźniaki - zgrabna piosenka z błyskotliwym, niejednoznacznym tekstem, strona "B" - Anarchia w IV RP - przebojowy, mocno zagrany muzyczny felieton polityczny i utrzymany w starych pudelsowskich klimatach Syn kota i kury. Reszta to niestety piosenki średnie plus kilka ewidentnych wpadek - takich jak Skóry (Butelki Sidneya Polaka to niestety nie są) czy Szerszeń (nawet fajny metalowy pastisz w klimatach Kukiza, ale tekst kuriozum). Wygląda to tak, jakby Pudelsi wciąż robili remanent starych utworów, niektóre kompozycje pochodzą jeszcze z czasów kiedy do roli wokalisty zespołu przymierzał się Maciej Miecznikowski. Szymon Goldberg (śpiewający w niepokojąco bliski Maleńczukowi sposób) wpisuje się w rolę Pudelsa całkiem dobrze, a zespół, z pewną taką nieśmiałością, zaczyna znowu grać ostrzej i ciężej. Oczywiście "Zen" od genialnego Psychopopu czy naznaczonych stygmatem Piotra Marka płyt z lat dziewięćdziesiątych dzielą lata świetlne, ale na szczęście ten srebrny krążek przynosi nadzieję, że grupa Pudla powróci jeszcze do dawnej formy.