
Pudelsi Anno Domini 2007 przypominają pacjenta po ciężkiej zapaści. Blady jest, ledwo na nogach stoi, ale jest niejaka szansa, że przeżyje. Ze starego składu grupy został Franz Dreadhunter i oczywiście Andrzej "Pudel" Bieniasz. Wspierają ich muzycy z nowego zaciągu, z wokalistą Szymonem Goldbergiem na czele. Zen to pierwsza płyta Pudli po rozstaniu z Maleńczukiem. Po Wolności słowa na której z psychopopu pozostał wątpliwej jakości pop i spora dawka autoplagiatu mogło być już tylko lepiej - i lepiej jest. Ale niewiele lepiej. Tak naprawdę z materiału zawartego na płycie dałoby się wykroić zgrabny maksisingiel. Na stronie "A" znalazłyby się otwierające Zen Bliźniaki - zgrabna piosenka z błyskotliwym, niejednoznacznym tekstem, strona "B" - Anarchia w IV RP - przebojowy, mocno zagrany muzyczny felieton polityczny i utrzymany w starych pudelsowskich klimatach Syn kota i kury. Reszta to niestety piosenki średnie plus kilka ewidentnych wpadek - takich jak Skóry (Butelki Sidneya Polaka to niestety nie są) czy Szerszeń (nawet fajny metalowy pastisz w klimatach Kukiza, ale tekst kuriozum). Wygląda to tak, jakby Pudelsi wciąż robili remanent starych utworów, niektóre kompozycje pochodzą jeszcze z czasów kiedy do roli wokalisty zespołu przymierzał się Maciej Miecznikowski. Szymon Goldberg (śpiewający w niepokojąco bliski Maleńczukowi sposób) wpisuje się w rolę Pudelsa całkiem dobrze, a zespół, z pewną taką nieśmiałością, zaczyna znowu grać ostrzej i ciężej. Oczywiście "Zen" od genialnego Psychopopu czy naznaczonych stygmatem Piotra Marka płyt z lat dziewięćdziesiątych dzielą lata świetlne, ale na szczęście ten srebrny krążek przynosi nadzieję, że grupa Pudla powróci jeszcze do dawnej formy.




