Tuesday, June 24, 2003

The Mars Volta - De-Loused In The Comatorium


"Nie próbujemy ożywić Genesis, nie udaję, że jestem Peterem Gabrielem przebranym za kwiat i śpiewającym o goblinach" sarkastycznie stwierdza wokalista The Mars Volta Cedric Bixler Zavala. Jednak to właśnie debiutancki album grupy stworzonej przez niego wraz z gitarzystą Omarem Rodriguezem - Lopezem na gruzach świetnego emo-punk-metalowego At The Drive-In, przynosi jedną z najbardziej twórczych i zaskakujących reinterpretacji progresywnego etosu. The Mars Volta nie ma nic wspólnego ze smętnymi prog-rockowymi pogrobowcami, jeśli szukać analogii wśród współczesnych zespołów to jest tu coś z psychodelii The Coral, szaleństwa Mr Bungle, muzycznego bogactwa Radiohead, melodramatycznej epickości Tool, jest wreszcie coś z Voivod (szczególnie z czasów Nothingface i Angel Rat.) Gdy sięgnąć głębiej oczywiście natrafimy na King Crimson w swoim mocniejszym, konstrukcyjno hard - rockowym wydaniu, barrettowskie Pink Floyd i Yes z czasów Fragile. Dziesięć przebogatych muzycznie kompozycji, gościnnie dwaj zachwyceni muzyką The Mars Volta członkowie Red Hot Chili Peppers - John Frusciante i Flea, za konsoletą zaś sam Rick Rubin.

Friday, February 21, 2003

The Darkness - Permission To Land


"Does Humor Belong in Music?" - pytał, retorycznie zresztą, w tytule jednej ze swych płyt Zappa. Takie albumy jak debiut The Darkness potwierdzają, że stary Frank z pewnością się nie mylił. Brytyjczycy zaserwowali nam najlepszy rockowy kabaret od czasu zeszłorocznego płytowego debiutu Tenacious D. Permission To Land to dziesięć błyskotliwych, momentami diabelnie przebojowych kompozycji, (posłuchajmy na przykład Growing On Me czy świetnego Get Your Hands Off My Woman) podanych w wyjątkowo nieświeżej konwencji stadionowego pop-metalu. Dysponujący bohaterskim falsetem Justin Hawkins jest wokalistą doskonałym, wyciskającym łzy śmiechu i zadziwiającym swymi możliwościami zarazem, reszta grupy to świetni instrumentaliści, dzielnie trzymający się przyjętej konwencji. Długie pióra, tygrysie wdzianka o dekolcie kończącym się gdzieś w okolicach pępka i hipermetalowe gitary strzelające laserowymi promieniami - panie i panowie, jednym słowem - The Darkness.