Monday, April 1, 2002

McLusky – McLusky Do Dallas


Od rozpoczynającego płytę wściekłego uderzenia ściany dźwięku w Lightsabre Cocksucking Blues i „No New Wave No Fun”, poprzez brzmiący jak zapomniany utwór Pixies „Collagen Rock”, i korzenny brytyjski punk w „Dethink To Survive”, aż po monumentalny noise-rock w „To Hell With Good Intentions”. Skojarzenia z Pixies i Nirvaną są w przypadku drugiego w dorobku McLusky dużego albumu jak najbardziej na miejscu. Andy Falkous potrafi śpiewać (hmm.. jeśli to odpowiednie słowo) w równie szalony sposób jak Black Francis, dynamicznym, soczystym i zarazem mocno garażowym brzmieniem „McLusky Do Dallas” przypomina ostatnią studyjną płytę grupy Cobaina. Nic w tym dziwnego – producentem najnowszego dzieła Walijczyków jest nie kto inny jak Steve Albini – mający na swym koncie między innymi „Sufer Rosa” Pixies i „In Utero” Nirvany.

Wednesday, February 20, 2002

Interpol - Turn On The Bright Lights (2002)


Jedna z najpiękniejszych płyt wydanych w zeszłym roku za oceanem, bardzo powoli toruje sobie drogę do uszu i serc polskich słuchaczy. To dziwne biorąc pod uwagę artystyczną jakość tego materiału i kult jakim otoczone jest nad Wisłą Joy Division. Turn On The Bright Lights to pełnowymiarowy debiut czwórki młodych Nowojorczyków. Interpol do najmodniejszego obecnie w Wielkim Jabłku stylu grania - surowego, garażowego proto - punka w stylu Velvet Underground, dzięki swym zimnofalowym inspracjom dodali to coś, czego brak wielu promowanym przez wielkie wytwórnie grupom o nazwach zaczynających się na "The" - duszę i prawdziwe emocje. Do głębi poruszająca, mocno melancholijna muzyka i intrygujące, zaśpiewane z prawdziwą charyzmą, wieloznaczne teksty - od pełnego bólu wyznania miłości do rodzinnego miasta (NYC), po schizofreniczną opowieść o polskim rzeźniku Rolandzie (Roland). Płyta kultowa.

Lao Che - Gusła


Niesamowita płyta, na którą warto zwrócić uwagę. Tak z pewnością grałby Mike Patton wraz z kolegami z Mr. Bungle, gdyby urodzili się w Europie Środkowo – Wschodniej. Gusła to powalająca na kolana mieszanka rockowej psychodelii ze słowiańską melodyjnością i epickim wręcz zacięciem w tekstach. Członkowie Lao Che posiłkując się cytatami z Mickiewicza, Gałczyńskiego, Słowackiego, Żeromskiego, Okudżawy, Marqueza, Stachury, Puszkina i Sienkiewicza snują mroczną, oniryczną opowieść o wymyślonej przez siebie wczesnośredniowiecznej krainie. Ta brzmiąca trochę jak soundtrack do jakiejś nowej, szalonej ekranizacji Rękopisu znalezionego w Saragossie płyta, to muzyczny odjazd najwyższej próby – jeden z niewielu polskich albumów z muzyką porównywalną do tego, co robią eksperymentatorzy zza naszej wschodniej granicy, tacy jak Ukraińcy z Wija czy petersburski Ole Lukkoye.

Saturday, February 2, 2002

Homosapiens – Big Frank


Lider Homosapiens Guezmir, dawniej zwany Guzikiem, to nasz krajowy specjalista od projektów równie genialnych co niedocenionych – wpierw był Flapjack, teraz Homosapiens – muzycy mają na swoim koncie zwycięstwo w Jack Daniels European Rock Prize (przewodniczącym jury był Ritchie Blackmore), debiutancka płyta grupy The Wheel przez wielu uznana została za najlepszy polski album 1999 roku. Nowy krążek Big Frank, wydany przez Sissy Records, to prawdziwe artystyczne wydarzenie, rewelacja na miarę płyt Ścianki, Lenny Valentino i Kobiet. Homosapiens grają nie dający się łatwo zaszufladkować hipnotyczny, melancholijny, z lekka leniwy rock pełen smaczków, magii i przestrzeni, momentami ocierający się o rejony zagospodarowane przez takie zespoły jak Mercury Rev i Sparklehorse.

Tuesday, January 29, 2002

Chemical Brothers – Come With Us


Ed Simmons i Tom Rowlands już po raz piąty wydestylowali w swoim dźwiękowym laboratorium solidną dawkę klubowej psychodeli. Muzyka na Come With Us jest jak mgła unosząca się leniwie nad ziemią – ma się wrażenie, że przestrzenne, hipnotyczne, wręcz halucynogenne brzmienia, rozpuszczają taneczne beaty – nawet w tak mocno rytmicznych utworach jak It Began In Afrika. Chemiczni bracia zatrudnili wokalistów – na ich nowym krążku pojawiają się Beth Orton (w The State We’re In) i Richard Ashcroft z The Verve (The Test). Polski akcent stanowią wsamplowane w The Test fragmenty improwizacji Czesława Niemena pochodzącej z utwory Pielgrzym z wydanej w 1974 roku płyty Niemen Aerolit.

Tuesday, September 4, 2001

Devics – My Beautiful Sinking Ship


Melancholijne, anielskie ballady we wręcz filmowych aranżacjach. Devics pochodzą z Los Angeles, My Beautiful Sinking Ship to ich trzecie duże wydawnictwo – pierwsze, które dzięki wytwórni Bella Union dostępne jest szerzej poza zachodnim wybrzeżem Stanów Zjednoczonych. Ten album to prawdziwa perełka – tajemniczy głos Sary Lov, porcelanowe dźwięki fortepianu i nastrojowy akordeon wyczarowują klimat dziwnego, sennego soundtracku – trochę przypomina to dokonania duetu Goldfrapp, trochę niesamowitą hybrydę Billie Holiday, Portishead i Toma Waitsa (zwłaszcza w Living Behind The Sun). Naprawdę piękna płyta.

Monday, September 3, 2001

Kristin Hersh – Sunny Border Blue


Kristin Hersh – Sunny Border Blue

Niektórzy nie nagrywają płyt z miłości do muzyki, lub żądzy pieniądza – nagrywają je, bo po prostu muszą, działalność artystyczna stanowi dla nich rodzaj psychoterapii, prywatnego egzorcyzmu. Tak z pewnością jest z Kristin Hersh. Jej solowe płyty (a Sunny Border Blue to już czwarty album stworzony poza szeregami macierzystego zespołu Throwing Muses) to kolejne rozdziały osobistego dziennika, niekończąca się relacja z targanego rozterkami wewnętrznego świata, kronika walki z depresjami i utrudniającą codzienne życie chorobą psychiczną. Hersh, tak jak na poprzednich płytach, wyśpiewuje syrenim głosem poruszające teksty (takie jak choćby traktujący o zdradzie Spain). Muzycznie nowy album jest znacznie bardziej zróżnicowany niż chociażby akustyczne Hips And Makers z 1994 roku, pojawiają się elektryczne instrumenty, momentami kompozycje utrzymane są w klimacie nagrań Throwing Muses. W sumie Hersh nie zawodzi. Sunny Border Blue to kolejna płyta, która co prawda wymaga od słuchacza pewnego skupienia i wysiłku, lecz z pewnością wysiłek ów zostanie sowicie wynagrodzony.