
Rok 2006 wydaje się być rokiem klęski dwóch grup w obiecujący i twórczy jak dotąd sposób łączących ciężkie gitarowe granie z tradycją rocka progresywnego. W maju muzyczne sepuku popełnił Tool za pomocą bombastycznego 10,000 Days, jesień należy bez wątpienia do The Mars Volta. I lista grzechów wydaje się być bardzo podobna. Panowie Omar Rodrigez - Lopez i Cedric Bixler - Zavala, podobnie jak członkowie Tool, powinni wypisać sobie wielkimi literami na ścianie sali prób trzy słowa - "prostota", "pokora", "komunikatywność", a potem udać się na muzyczne rekolekcje do Roberta Frippa. Temat - Jak nagrywałem "Discipline".
"Amputechture", owoc muzycznego partnerstwa (jak głosi okładka płyty) Rodrigeza i Bixler - Zavali, przyrządzony przy udziale siedmiu dodatkowych muzyków (wśród nich John Frusciante), to niestety mocno niestrawny koktail chaosu, rozbuchanych ambicji i barokowych aranżacji. Słuchacz raz po raz potyka się o pełzające we wszystkich możliwych kierunkach (skądinąd momentami całkiem ciekawe) muzyczne motywy, autoparodie i cytaty. Jak diament wśród tego całego dźwiękowego bałaganu jaśnieje kompozycja "Meccamputechture", oparta na ciekawej sekcji rytmicznej, nosząca znamiona tego, co tak zachwycało na "De-Loused In The Comatorium" - perfekcyjnego połączenia free-jazzowej intensywności, progresywnego rozmachu, liryki i matematycznej dokładności aranżacji.
No cóż, jedna ciekawa kompozycja na ponad siedemdziesiąt minut to trochę mało. Koncertowe "Scab Dates" wydawały się być wypadkiem przy pracy. Dziś wygląda na to, że były symptomem poważnej choroby.






